9.15.2011

Maluchy - Hector

Hektor ma moduł mruczenia włączony niemal na stałe. Na widok człowieka podkręca go głośniej i wystawia do drapania tłusty brzuszek. Lubi zabawy z dorosłymi kotami, chociaż czasem ginie niemal całkiem w ich długim futrze, a ja słysząc dochodzące " znikąd " pomruki i popiskiwanie zastanawiam się, czy przypadkiem nie został pożarty i teraz odzywa się z wnętrza dużego kota. Na szczęście jak na razie to mu się nie przytrafiło, a niedługo już będzie na to zbyt duży.
Hektor dobrze będzie czuł się w domu w którym są dzieci i inne zwierzęta, jest miłym, przyjaznym kotem lubiącym branie na ręce i szukającym kontaktu z człowiekiem.

Pierwsze spotkanie z Robinem 

Mucha? A może motyl?

A teraz proszę mi nie przeszkadzać...mrrr...hrrr....

3.19.2011

Dallas - Dolly

Hodowla to stado. Stado to hierarchia, która jednak nie jest ustalona raz na zawsze. Koty stale sprawdzają się nawzajem, testują i na nowo ustalają swoje miejsce. Czasem bywa tak, że kot, do tej pory stojący dość wysoko w stadzie, po kastracji spada na sam dół. To oznacza, że inne koty warczą na niego, przeganiają i że może zjeść dopiero, kiedy już inne się najedzą. Jedne godzą się z tym łatwo, inne walczą, próbując odzyskać utraconą pozycję, a z czasem mogą stać się apatyczne i nieszczęśliwe. Dlatego też czasem kotu po okresie rozmnażania (a w hodowli kotka rodzi tylko do 7 - 8 roku życia, często jeszcze krócej) trzeba znaleźć nowy, kochający dom, najlepiej bez innych zwierząt. Może wtedy żyć długo i szczęśliwie, rozpieszczany i kochany przez nowych właścicieli.
Nasza Dallas była młodziutką kotką, ale jakoś nie mogła sobie wywalczyć wyższego miejsca. Odpychana przez inne koty stała się niemal niewidoczna w domu.
Miała jednak szczęście - trafiła do domu, w którym traktowana jest po królewsku:





Może wychodzić do ogrodu, co uwielbia:









Zmieniło się  nie tylko jej  imię - teraz nazywa się Dolly- ale wygląd i zachowanie. Widać, że jest zadowolonym, zadbanym kotem o pięknym futrze i bystrym spojrzeniu. Z Kopciuszka stała się Księżniczką.


2.15.2011

Koty potrafią wymruczeć chorobę

Od tygodnia wszyscy chorujemy. Już jest lepiej, ale nie mam jeszcze siły na pisanie, dlatego wklejam jeden z moich ulubionych tekstów, opublikowany kiedyś w GW. Niestety nie znam autora.
Nie wiem, czy kocie mruczenie działa aż tak leczniczo, ale wiem, że kiedy jestem chora na tyle, żeby leżeć w łóżku, wszystkie koty leżą razem ze mną. Leżą i mruczą...


Weterynarze mawiają: - Jeśli zamkniesz kota w pokoju, w którym leży kupka połamanych kości, kości się zrosną 


Mruczą wszystkie. Nie tylko te domowe, ale także oceloty, jaguary, pumy, serwale, a nawet lwy i gepardy. Z moich kotów najsłabiej mruczy Ryszard - jest wielki prawie jak ryś i mamy wrażenie, że uważa się za psa. Najgłośniej i najczęściej mruczy Dzikus - młody mieszaniec ocicata i maine coona. Natomiast Kotstancja [specjalnie tak, zamiast Konstancji] - rasy rosyjskiej błękitnej - mruczy wtedy, kiedy siedzi na klawiaturze komputera. I tylko wtedy, kiedy próbuję komputera używać. 

Dlaczego mruczą? Żeby okazać, że jest im przyjemnie? To nieprawda. Koty mruczą, kiedy są ciężko chore, a kotki podczas porodu. Mruczą też przestraszone i mruczą, umierając. Mruczą równie często, gdy są skrajnie zestresowane, jak wówczas, gdy rozluźnione rozkładają się na naszych kolanach. Ale że przysłuchujemy się im tylko wówczas, gdy są blisko, gotowi jesteśmy przysiąc, że jest to koci sposób wyrażania ukontentowania. 

Wiele wskazuje na to, że mruczeniu koty zawdzięczają... nadzwyczajne zdolności regeneracji. 

Mruczenie na receptę 

Nawet jeśli spadają, to na cztery łapy i niemal zawsze udaje im się wyjść cało z opresji. Statystyki przytaczane przez periodyk "American Veterinary Medical Association" pokazują, że 90 proc. kotów wraca do zdrowia po upadku z wysokości siedmiu i więcej pięter (opisany tam rekordzista przeżył lot z 45. piętra). Niemal nie zdarza się, by kotom nie zrastały się kości po urazach. Weterynarze mawiają: - Jeśli zamkniesz kota w pokoju, w którym leży kupka połamanych kości, kości się zrosną. Koty rzadziej niż psy cierpią na komplikacje pooperacyjne, nie dotyka ich artretyzm, niezwykle rzadko - w przeciwieństwie do psów - mają dysplazję. Niemal nigdy nie trafiają do weterynarza ze zwichnięciem stawu łopatkowo-ramiennego. Nawet w podeszłym wieku zachowują niezwykłą sprawność. Nie występują u nich kostniakomięsaki ani guzy kości. Uszkodzenie więzadeł krzyżowych, łąkotki, zwłóknienia mięśni, zapalenia pochewki maziowej ścięgna, zwichnięcia przyśrodkowe rzepki, martwica chrzęstno-kostna wydzielająca - wszystkich tych dość powszechnych psich przypadłości próżno szukać w kocich kartach chorób. Dotknięte martwicą mięśnia sercowego psy mają zwykle poważne kłopoty oddechowe, koty - nigdy. Czterokrotnie rzadziej od psów zapadają też na raka płuc. Lepiej i szybciej goją im się uszkodzenia skóry. 


Stałe wibracje o częstotliwości między 25 a 125 Hz, czyli takie, jakie produkuje kot leżący ci na kolanach, wspomagają regenerację kości, ścięgien, wiązadeł i mięśni i przynoszą ulgę w bólu. 


Jedna z hipotez wiąże tę ich odporność na urazy z mruczeniem. Czy ktoś to badał? Oczywiście. Nowojorski lekarz dr Clinton Rubin. Interesowało go, czy można wzmocnić kości, nie dręcząc się gimnastyką. 

Jak zauważył, dobroczynna dla kości jest ekspozycja na drgania o częstotliwości 20-50 Hz - znakomicie poprawia strukturę i zwiększa gęstość tkanki. Kurczętom umieszczanym na 20 min dziennie na wibrujących platformach wzmacniał się szkielet, królikom gęstość tkanki kostnej poprawiała się nawet o 20 proc. 

Zespół dr. Rubina prowadzi teraz obserwacje na ludziach, starając się ustalić, czy ta całkowicie nieinwazyjna i przyjemna w użyciu metoda może zatrzymać postępy osteoporozy u kobiet po menopauzie. 

Zważywszy, że mruczenie kota dostarcza właśnie stałych wibracji o częstotliwości z przedziału 20-150 Hz, można by było śmiało przepisywać koty na receptę. Nie przypadkiem, jak się wydaje, ludowe mądrości kazały wierzyć, że koty są w stanie "wymruczeć chorobę". 

Do serca przytul kota 

Z dobrodziejstw kota trzymanego na kolanach powinny korzystać nie tylko starsze panie. Rzeszotowienie kości i atrofia mięśni nękają także herosów podróży kosmicznych jako skutek dłuższego przebywania w stanie nieważkości. Im także mruczący przyjaciel mógłby dopomóc - dosłownie - stanąć na nogi. 

Są także dowody na to, że stymulacja wibracjami z przedziału 50-150 Hz działa przeciwbólowo. Delikatne wibracje stosowane są dziś podczas masaży oraz w medycynie sportowej dla wzmocnienia mięśni i w zapobieganiu skurczom. Niskie częstotliwości wpływają leczniczo na ścięgna i poprawiają ruchliwość stawów. To nie wszystko - częstotliwość 100 Hz zmniejsza duszność u pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). 

Niezwykłe jest to, że częstotliwości kociego mruczenia odpowiadają dokładnie tym, które wspomagają regenerację układu ruchu i układu oddechowego. Najszybsza regeneracja kości zachodzi przy 25 i 50 Hz - a niemal wszystkie gatunki kotów mają maksimum natężenia pomruków właśnie w tych zakresach. 

Kolejne maksimum natężenia przypada zarówno u kotów domowych, jak i u dzikich gatunków na 100 Hz - i jest to wartość stosowana przy terapii POChP. 

Regeneracja więzadeł zachodzi najszybciej przy wspomaganiu drganiami 120 Hz - i na tej właśnie częstotliwości "nadają" trzy kocie gatunki. Pozostałe różnią się dostrojeniem o kilka herców. 

Ewolucja z pewnością nie wyposażyła kotów w uzdrawiające mruczenie po to, aby ludzie trzymali je na kolanach. Prawdopodobnie jest to mechanizm pozwalający zachować tym zwierzętom zdrowie i sprawność, mimo że - jak to koty - większość życia spędzają na wylegiwaniu się i śnie. 

Oczywiście to tylko hipoteza. Tak fantastyczna, że aż trudno w nią uwierzyć. Wiele zapewne wniosłyby badania porównawcze ortopedycznej kondycji tygrysów (te jako jedyne nigdy nie mruczą) i innych kotów. Niestety, jeszcze nikt ich nie wykonał. 

Na wszelki wypadek jednak, jeśli zmagasz się z jakimś urazem przytul kota. Zresztą przytul kota, nawet jeśli jesteś zdrowy. 

Źródło: Gazeta Wyborcza
 

2.07.2011

Kotki do adopcji

Do oddania dwa dorosłe maine coony. Bezpłatnie, ale z warunkami. Muszą być wzięte obie razem, do domu bez dzieci (najlepiej), nowego opiekuna musi być stać na dobrą opiekę. Komuś się znudziły... 


Szczegóły na mail (tylko pośredniczę)



2.04.2011

Łatka i inni

Zaczęło się we wrześniu. Kosiłam trawę w ogrodzie, kiedy pod bukiem 
mignęło mi coś białego. To nie była wielka purchawka, worek po nawozie, ani przywiana przez 
wiatr reklamówka. To była kota, szylkretowa, plamiasta panienka. Na mój widok 
wstała, przywitała się po czym dostojnym krokiem opuściła ogród.
Następnego dnia pojawiła się znowu, w tym samym miejscu.
 „Nie będziemy jej dokarmiać, żeby się nie przyzwyczaiła”, postanowiliśmy, „to na pewno czyjś kot i na pewno nie jest głodny”.
No, ale odrobina kocich chrupek to przecież nie karmienie, prawda?
Chyba jednak była głodna, bo chętnie zjadła, a kolejnego dnia przyszła po więcej.
Dalsza znajomość rozwijała się standardowo - trochę jedzonka codziennie, coraz więcej jedzonka, głaskanie, coraz więcej głaskania, gonitwy i zabawy  z dziećmi, w końcu włażenie na kolana w celu ucięcia sobie drzemki.
„Nie będziemy jej zabierać do domu, żeby się nie przyzwyczaiła, to na pewno czyjś kot, do nas przychodzi tylko na chwilę”.
Rzeczywiście przychodziła tylko na chwilę, chociaż te chwile z dnia na dzień stawały się coraz dłuższe.
Tak to sobie trwało do  listopada. Potem zrobiło się zimno i coraz trudniej było wychodzić do 
ogrodu. Dlatego zaczęliśmy kotkę (dzieci nazwały ją może mało oryginalnie, ale za to trafnie „Łatka”) karmić w pobliżu drzwi balkonowych. Najpierw na zewnątrz, a potem, wraz ze spadkiem temperatury, coraz bardziej wewnątrz. Najpierw wchodziła do domu tylko po to, żeby zjeść, potem uznała, że bezpiecznie może się położyć i wygrzewać na kratce nawiewowej:


Pod koniec listopada zawitała do nas rasowa, wymarzona od dawna 3 miesięczna koteczka zaczątek przyszłej hodowli. Zdziwiliśmy się bardzo, bo nie tylko nie było awantury, warczenia i walki o miejsce, ale Łatka zaczęła uczyć się od małej. Wskakiwania na fotel, jedzenia w głębi 
kuchni a nawet siusiania do kuwetki. Wreszcie uznała, że nie ma już potrzeby wychodzenia na noc do ogrodu. I w ten oto sposób staliśmy się właścicielami dwu kotek.

Skoro tak, pomyśleliśmy, to trzeba kotu zrobić ogólny przegląd i ewentualnie wysterylizować. Pojechaliśmy do weterynarza, który odkrył, że Łatka jest już bardzo starym kotem, został jej tylko jeden ząb, serce ma niezbyt mocne, więc narkoza związana z kastracją może być ryzykowna.

"Poczekamy do wiosny", powiedział, "może ona już nie będzie miała 
rujki".

Grudzień był ciepły, zadbana i odkarmiona kota wyszła pewnego ranka na przechadzkę. Zobaczyłam ją jeszcze tego samego dnia na polu sąsiada, z rudym kocurem, a wieczorem na działce drugiego, z burasem. Wróciła na dobre po trzech dniach, brudna, złachana i, jak się później okazało, w 
ciąży.

Potem niestety było smutno.
Poród który nie postępował, cesarka, półprzytomna kotka, która nie chciała nawet patrzeć na kociaki... Nie pomogły leki, ogrzewanie, masowanie, podawanie wody pipetką do pyszczka... Nad ranem Łatka  
odeszła,  a nam zostały jej dzieci-3 kocurki -rudy, czarno-biały i szary.


Cóż było robić. Zaopatrzyłam się w kocie mleko i strzykawkę...
Łatwo powiedzieć, zaopatrzyłam się w kocie mleko i strzykawkę... Kocie mleko 
w proszku udało mi się kupić u weta, a strzykawkę przywiozła mi pani Renata z hodowli Tiili*PL, z której kupiliśmy naszą Negri. To ona pokazała mi jak karmić maluchy, jak je masować i 
cierpliwie odpowiadała na wszystkie pytania, którymi codziennie ją 
zasypywałam. Powoli przekonałam się, że wychowanie kocich osesków nie jest wiele 
trudniejsze od wychowania niemowląt, trzeba tylko trzymać je w cieple, dbać o to, żeby jedzonko  trafiało do pysia od przodu o regularnych porach, a opuszczające kota od tyłu resztki były właściwej konsystencji. Do tego wystarczy jeszcze dodać codzienną porcję głaskania i przytulania i nie ma mowy, żeby się nie udało. 
Początkowo kociaki jadły co 2 godziny, w dzień i w nocy. Ponieważ samo karmienie + masowanie brzuszków zajmowało dobre pół godziny, pierwsze 2 tygodnie spędziłam 
karmiąc, masując, karmiąc, masując, przytulając, ogrzewając i zaniedbując trochę 
własne dzieci. Po jakimś czasie przekonałam się, że to nie wszystko. Maluszki nie umiały się całe umyć, a że wylizać nie miał kto (moje poświęcenie aż tak daleko nie sięgało), w pokoju 
zaczął unosić się coraz mocniejszy odorek. Do moich obowiązków doszło więc mycie a później 
nawet kąpanie kociąt. Zdaje się, że dosyć to lubiły, trzeba tylko było bardzo 
dbać, żeby nie zmarzły. Powoli otwarły im się oczka, zaczęły podnosić się na 
łapki i przestały jeść tak często w nocy.

W końcu zaczął się wspaniały okres  zabaw i wspólnych gonitw. Nasza kotka dość długo po prosu przyglądała się maluchom i warczała, jak tylko za bardzo się do niej zbliżyły. Potem dołączyła do zabaw, ale w dalszym ciągu trzeba jej było pilnować, bo czasem wyglądało na to, że małe skończą w jej paszczy jako posiłek. 




Wreszcie jednak wyrosły im zęby ,nauczyły się bronić a co ważniejsze 
zaczęły jeść stały pokarm. Jak można się było spodziewać, zapadła też 
decyzja, że wszystkie zostaną u nas. 







W tym miesiącu kończą już 6 lat i są wesołymi, bardzo przyjaznymi kotami, a mnie wciąż traktują jak przybraną mamę i wykorzystują każdą okazję, żeby wpakować się na kolana.


1.24.2011

Jak podać kotu tabletkę.

Na ogół życie w hodowli toczy się spokojnie i sennie. Czasem zachodzi jednak konieczność podania kotu tabletki, albo z powodu choroby, albo też w celu ograniczenia na jakiś czas dążenia kotki do jak najszybszego rozmnożenia się. Wbrew pozorom, nie jest to takie proste.
Kiedyś znalazłam w necie tekst, nie wiem czyjego autorstwa, który doskonale oddaje to, co może się wydarzyć:

 Jak zaaplikować kotu tabletkę:
1. Weź kota na ręce, pogłaskaj, zrelaksuj i otocz go lewym ramieniem tak,
jak się trzyma niemowlę. Umieść palec wskazujący i kciuk prawej ręki po obu
stronach pyska i naciśnij lekko trzymając tabletkę w pozostałych palcach
prawej ręki. Gdy kot otworzy pysk wpuść tabletkę, pozwól kotu zamknąć pysk i
przełknąć.
2. Podnieś tabletkę z podłogi i wyciągnij kota spod tapczanu. Ponownie otocz
kota ramieniem i powtórz cały proces jeszcze raz.
3. Wyciągnij kota z sypialni i wyrzuć rozmamłaną już tabletkę.
4. Wyjmij nową tabletkę z opakowania, otocz kota lewym ramieniem
jednocześnie trzymając lewą ręką wierzgające tylne nogi. Rozewrzyj pysk kota
i palcem wskazującym prawej ręki wepchnij tabletkę tak głęboko jak się da.
Przytrzymaj kotu zamknięty pysk i policz do dziesięciu.
5. Wyciągnij tabletkę z akwarium, a kota z garderoby. Zawołaj żonę do
pomocy.
6. Przyduś kota do podłogi klinując go między kolanami, jednocześnie
trzymając wierzgające przednie i tylne łapy. Nie zwracaj uwagi na niskie
warczące odgłosy wydawane w tym czasie przez kota. Niech żona przytrzyma
głowę kota jednocześnie wpychając mu drewnianą linijkę między zęby.
Następnie wsuń tabletkę wzdłuż linijki między rozwarte zęby i intensywnie
pogłaszcz kota po gardle co skłoni go do przełknięcia.
7. Ściągnij kota siedzącego na karniszach i rozpakuj nową tabletkę. Zanotuj
sobie, żeby wymienić firanki. Pozbieraj kawałki porcelany z potłuczonej
wazy, możesz je posklejać później.
8. Owiń kota w ręcznik kąpielowy, a następnie niech żona położy się na kocie
tak, żeby tylko jego głowa wystawała spod jej pachy. Umieść tabletkę w
środku plastykowej rurki do napojów. Przy pomocy ołówka otwórz kotu pysk i
wcisnąwszy rurkę między rozwarte zęby mocno wdmuchnij tabletkę do środka.
9. Sprawdź na opakowaniu, czy tabletki nie są szkodliwe dla ludzi, a
następnie wypij jedną butelkę piwa żeby pozbyć się nieprzyjemnego smaku w
ustach. Zabandażuj żonie rozdrapane ramię, a następnie przy pomocy ciepłej
wody z mydłem usuń plamy krwi z dywanu.
10. Przynieś kota z altanki sąsiada. Rozpakuj następną tabletkę. Przygotuj
następną butelkę piwa. Umieść kota w drzwiczkach od kredensu tak, żeby przez
szczelinę wystawała tylko jego głowa. Rozewrzyj mu pysk łyżeczką od herbaty
i przy pomocy gumki "recepturki" strzel tabletką między rozwarte zęby.
11. Przynieś śrubokręt i przykręć wyrwane zawiasy z drzwiczek na swoje
miejsce. Wypij piwo. Weź butelkę wódki. Nalej do kieliszka i wypij. Przyłóż
zimny kompres do policzka i sprawdź,  kiedy ostatnio byłeś szczepiony na
tężec. Przemyj policzek wódką w celu zdezynfekowania rany i wypij kolejny
kieliszek aby ukoić ból. Podartą koszulę możesz już wyrzucić.
12. Zadzwoń po straż pożarną, żeby ściągnęli tego pierdolonego kota z
drzewa. Przeproś sąsiada, który wjechał samochodem w płot próbując ominąć
kota przebiegającego przez ulicę. Wyjmij kolejną tabletkę z opakowania.
13. Skrępuj tego drania przy pomocy sznurka od bielizny związując razem
przednie i tylne łapy, a następnie przywiąż go do nogi od stołu. Weź grube
skórzane rękawice ogrodnicze. Wciśnij tabletkę kotu do gardła popychając ją
dużym kawałkiem polędwicy wieprzowej. Już nie musisz być
delikatny. Przytrzymaj głowę kota pionowo i wlej mu dwie szklanki wody wprost
do gardła żeby spłukać tabletkę.
14.Wypij pozostałą wódkę z butelki. Pozwól żonie zawieźć się na pogotowie.
Siedź spokojnie, żeby doktor mógł zaszyć ci ramię i wyjąć resztki tabletki z
oka. Po drodze do domu wstąp do sklepu meblowego i kup nowy stół.
15. Zadzwoń do schroniska dla zwierząt, żeby zabrali tego mutanta z piekła
rodem i sprawdź, czy w pobliskim sklepie zoologicznym nie mają chomików...

Jak zaaplikować psu tabletkę:
1. Zawiń tabletkę w plaster szynki i zawołaj psa. 

Dlatego koty  nie przeznaczone do hodowli najlepiej wykastrować. Unika się wtedy wielu przykrych niespodzianek, jest taniej i zdrowiej dla kota. Naprawdę.



1.21.2011

Taki świat...

-Mamo, mogę Ci coś powiedzieć?
-No dawaj!
-Na podwórku widzę martwego ptaka z odgryzionym łbem

Faktycznie. Leży tam i wygląda wyjątkowo, naprawdę wyjątkowo nieapetycznie. Podróbka, że tak powiem, ma uwidocznione. Nie wiem, na razie niech leży, może coś go zje i nie będę musiała sprzątać?
Cóż, koty to drapieżniki. Polują na ptaszki, myszki, krety, a nawet na muszki i motylki. Trudno. Dura lex, sed lex.
P.S.
Nie, zdjęcia nie będzie.